Drzemka
po wyborach samorządowych się skończyła. Pierwsi gracze zaczynają się już przeciągać
i powoli zbierać na starcie, bo za rok decydować się będzie - jak co 4 lata -
wszystko. Czy Polacy dadzą "dobrej zmianie" jeszcze jedną szansę?
Kogo do koalicji uda się dokooptować Grzegorzowi Schetynie? Czy Ludowcy przeżyją
elekcje? Czy Biedroń okaże się zbawcą Lewicy? Ile prawicowych partii wejdzie
oprócz Prawa i Sprawiedliwości do sejmu? Pytań jest
wiele. Na pierwszy rzut oka wydaje się jednak, że nie
wszyscy odrobili zadanie domowe.
Co po PiS?
Wbrew oczekiwaniom większości
ekspertów PiS, ani się nie zużył, ani nie stracił poparcia, tymbardziej się nie rozpadł. Konflikty
otwierane w ciągu ostatnich 3 lat przez koalicję rządzącą okazały się
nie przeszkadzać szerokiemu poparciu. A im
głośniej politycy Platformy Obywatelskiej krzyczą o zmęczeniu Polaków, tym
wyraźniej w sondażach ci Polacy zmęczeni się nie wydają. To główne partie
opozycyjne mają problem i nawet w najlepszym wypadku nie są w stanie przebić szklanego sufitu
sondażowych dwudziestu paru procent. W najgorszym zaś już prawie nie istnieją.
Dzisiaj od rana najpierw klub Nowoczesnej odrzucił propozycję połączenia z PO. Część posłów tej partii była zdziwiona, że
taki wniosek został im w ogóle przedstawiony przez prezydium. Obserwatorzy
związani z opozycją wyrazili zaś swoje zdziwienie, gdy okazało się, że wniosek został
w trakcie posiedzenia odrzucony. Później zaczęły pojawiać się na Twitterze
informacje jakoby część partyjnej wierchuszki była już wcześniej dogadana z PO
w sprawie miejsc na listach do europarlamentu. Po kilku godzinach zaprzeczeń
kurtyna opadła. Okazało się faktycznie, że 8 posłów zmieniło barwy, a jednym z nich: była już twarz partii - Kamila Gasiuk-Pichowicz. Konsekwencją tych
transferów jest zakończenie historii klubu poselskiego Nowoczesnej - od teraz
mogą być kołem. Koniec świata to nie jest, ale nawet niewprawione oko stwierdzi,
że "lepiej już było".
Wobec
niekończących się przemeblowań na łonie Koalicji Obywatelskiej możemy zacząć rozglądać
się za innymi graczami. Kto jeszcze się rozciąga przed linią startu? Wydaje się, że Robert
Biedroń postanowił jednak robić partię idealistyczną a nie ludową. Ze spotkań
określanych jako "burza mózgów" coraz częściej wyłania się w
Internecie następujący obraz: nic nie boli Polaków tak jak związki
państwo-kościół, sytuacja osób LGBT, a ostatnio okazało się, że ważne dla mieszkańców Łomży jest też
szybkie wprowadzenie euro. Bliżej wniosków dotyczących nadziei nadwiślańskiej
lewicy będziemy, gdy w końcu w lutym zostanie ogłoszony program jego partii. Z
dnia na dzień widać wyraźniej, że program ten skupi się na realizacji
postulatów progresywnych - wątpliwości co do sukcesu takiej inicjatywy
wyraziłem w niedawnym wpisie.
W PSLu
ważyć będzie się los projektu #nowePSL i w ogóle całej filozofii lidera
Władysława Kosiniaka-Kamysza. Słabe wyniki w elekcjach odbywających się w 2019
roku mogą doprowadzić do sytuacji, w której faktycznie nastąpi bunt dołów, a
partia zjedzie na bardziej prawicowe tory. Biorąc pod uwagę ludowy charakter
organizacji i utratę stanu posiadania w wyborach samorządowych nie jest to do
końca wykluczone, aczkolwiek wydaje się bardzo mało prawdopodobne aby jakaś katastrofa PSLowi groziła. Póki co muszą liczyć, że ewentualni konserwatywni i centrowi
wyborcy odpływający z Platformy będą przechodzić właśnie do nich a nie do PiSu.
Partia
Kukiza była zdolna wystawić ponad 5000 kandydatów w skali całego kraju w
wyborach samorządowych. Niestety dla niej zaraz potem znowu zaczął się ferment
i okręt opuściła kolejna znana twarz - Marek Jakubiak. Do tej pory formacja ta
skutecznie przyciągała do siebie młody "klasycznie prawicowy"
elektorat, który nie odnajdował się pomiędzy komizmem Korwina a radykalizmem i
marginalnością Ruchu Narodowego, a także część "głosów protestu".
Wyboista droga może sprawić, że przed wyborami w obliczu powstania nowych partii
( m. in. wspomnianego Jakubiaka) dojdzie do pogłębienia fragmentaryzacji tego zakątka
sceny politycznej, a raczej napewno do marginalizacji Kukiza.
Walka o centrum
Wspominałem
na początku o tym, że PiS rządzi już trzy lata. Wydarzenie to postanowiono
uczcić specjalną konferencją, na której obecny premier i była pani premier
chwalili się swoimi sukcesami. Mateusz Morawiecki uwodził centrowy elektorat
zapewnieniami, że chce zgody i dyskusji. Przekonywał, że optymizm Polaków bywa
przyćmiony przez głęboki spór partyjny. Beata Szydło oznajmiła, że dzięki
Zjednoczonej Prawicy szarzy obywatele w końcu odczuli rozwój gospodarczy kraju
na własnej skórze i to właśnie jej obóz jest tym, który dotrzymuje obietnic.
Proszę bardzo o uchwycenie tego obrazka w głowie i zapisanie sobie go gdzieś,
bowiem wrócimy do niego zaraz.
W tym
samym czasie na naszych oczach wyrasta nowy około pisowski gracz. Ponieważ
żyjemy w normalnym europejskim kraju nie ma w tym nic dziwnego, że pewien
duchowny postanawia założyć partię polityczną. Żarty na bok, ale wyobrażam
sobie, że dla wielu osób nie będących "w klimacie" jest zagadką po co
Tadeuszowi Rydzykowi partia. Odpowiedź zawiera się w tym, że Zjednoczona
Prawica to bardzo szeroki ruch. Po prostu nie każdy kto wybiera PiS ponad PO
zgadza się ze zdaniem Kaczyńskiego, Pawłowicz czy Macierewicza na każdy temat -
szok!
Otóż
bardziej centrowe skrzydło PiS wpływa koniec końców na politykę koalicji.
Pomysł z zaostrzeniem prawa antyaborcyjnego był niemożliwy do przeforsowania.
To co powiem może być dla niektórych nieprzyjemne, ale nawet bez Czarnych
Protestów procedowane ustawy prawdopodobnie by nie przeszły. W Polsce 5%
społeczeństwa byłoby za takim wnioskiem, około 40% ma odmienne zdanie, reszta
jest za obecnym stanem rzeczy albo nie ma opinii. PiS jako partia władzy nie mogło wejść na taką minę. W okresie 2005-2007 niechęć do tej zmiany była zresztą tak
duża, że Marek Jurek odszedł i założył własną formację. Rządzący obecnie
podgrzali konflikt, pokazali się najpierw jako strażnicy pewnej
"moralności", a następnie wykonali ukłon w stronę wszystkich niezdecydowanych
i przeciwników aborcji na życzenie odrzucając ustawę. To, że skala protestów
ich zaskoczyła to inna sprawa.
Idąc za ciosem. Zawetowanie przez prezydenta zmian w KRS i Sądzie Najwyższym. Dla części
opozycji nie miało znaczenia, było wydarzeniem, o którym być może już
zapomnieli. Tymczasem w elektoracie PiS pojawiły się wtedy głosy, że "nie
na takiego prezydenta głosowaliśmy". Kiedy Mateusz Morawiecki snuje swoje
opowieści o elektrycznych samochodach i zielonej Polsce to w głowach części najtwardszego
jądra elektoratu padają pytania, czy "to wszystko to nie są jakieś
sorosowe widma"? Nie inaczej interpretowane było przywrócenie Małgorzaty Gersdrof
na stanowisko w Sądzie Najwyższym, czyli ustąpienie wobec brukselskich biurokratów.
Odpowiedź
na wszystko moim zdaniem jest taka, że ktoś to, w połowie drogi między Toruniem
a nowogrodzką, sprawnie to wszystko wymyślił. Potencjalna partia Rydzyka
wchłania pytających wyborców wymienionych w akapicie powyżej. Bierze
najradykalniejszych z Kukiza i na deser dokłada tych, którzy słuchają Radia
Maryja, ale z powodu jakiś dawniejszych zadr jest im nie po drodze z PiSem. Radykalna
mieszanka? Ale nie bez szans na przeskoczenie progu.
Jutro też będzie
padać
Wczytajcie teraz obrazek,
który kazałem wam zapisać. Umizgi Morawieckiego i Szydło do centrowego
elektoratu. PiS z partią na prawo od siebie, skupiającą większość rodzimych alt-rightowców
, brzmi po prostu bezpieczniej niż obecna opcja w kontekście utrzymania wyborców środka.
Oczywiście opozycja dostanie oręż w postaci argumentu "głosując na PiS
wspierasz już dziś koalicje z Rydzykiem", ale po pierwsze straszenie około
pisowskim światkiem wydaje się być świetnym pomysłem już tylko w głowach tych,
którzy prędzej dadzą się zamurować żywcem niż zagłosują na tę partię, a po
drugie ten argument był wykorzystywany przecież w 2015. Wtedy również mówiono,
że Kaczyński i Macierewicz są na tylnich fotelach tylko na chwilę - na nikim
wrażenia to nie zrobiło. Zjednoczona Prawica może znaleźć się sytuacji, w
której będzie miała sporo manewru wobec elektoratu "ciepłej wody" i
jednocześnie nie będzie musiała drżeć o większość w parlamencie mając wiernego
koalicjanta. Nie wierzycie? A wierzyliście w 2015?
Dołóżcie
do tego jeszcze klisze z brutalnie wchłanianą Nowoczesną. Z Petru zakładającym
kolejną partię i znowu popełniającym głupie gafy. Z posłem PO, który mówi o
odbieraniu 500+ bezrobotnym. Z szantażami emocjonalnymi, że kto nie z nami ten
przykłada rękę do rządów PiS. Tak wygląda oczami niezainteresowanego polityką
wyborcy centrum jakie proponuje mu się teraz w alternatywie do
Morawieckiego. Do tego można dorzucić twardą retorykę antypisu,
nieśmiertelną i niezmienną od 10 lat. Pytanie co wydarzy się najpierw? PiS wchłonie cały środek,
czy zanim będzie za późno pojawi się ktoś nowy?
Komentarze
Prześlij komentarz